Przejdź do głównej zawartości

Koszmary i dylematy

Spotkanie z Danuta K., rocznik 1945, była dziennikarką Głosu Szczecińskiego, lubiła swój zawód, ale ideologia komunistyczna ograniczała go wykonać jak by wolała, daje mi Pani K. do zrozumienia. Sojuszniczką ostatniej i skutecznej obywatelskiej inicjatywy na rzecz usunięcia Pomników Wdzięczności w Szczecinie i w wojewodztwie Zachodniopomorskim, wspierane przez 23 szczecińskich stowarzyszeń, raczej z środowisk patriotycznych, między innymi NSZZ Solidarność. W przeddzień dojścia do władzy PiS chcieli rząd zmuszać do znalezenia prawnych rozwiązań (ponieważ szereg obiektów jest pod ochroną na bazie międzynarodwej umowy Polski z Rosją, przyjnajmniej tak to widzi strona rosyjska). W rejonie zachodniopomorskim jest najwięcej takich pomników. Ponad 280 liczy Pani K., wiele z nich budowane zaraz po wojnie przez Armię Radziecką. - Nawet nie pomniki można to nazwać, tylko koszmary, które psują przestrzeń. - mówi. Natomiast pózniejsze pomniki budowane już przez Polaków to uważa za pozostałości władz lokalnych, "które chcieli udokumentować swoją podległość czy słuszność czy grzeczność wobec Związku Radzieckiego."
Rozwiązania, zaproponowane n.p. dla szczecińskiego pomnika wdzięczności, wyjaśnić obiekt i kontext jego powstania na dodatkową tablicę, uważa za nie do przyjęcia. W celu "mentalnj czystości" muszą być usunięte, twierdzi.

Choć ogłasza mi się alarm gdy ktoś używa argument czystości, to rozmawiajac z Panią K. jednak kolejny raz jestem w obliczu dylematu. Pojawia się gdy przedyskutuje sprawy dekomunzacji z zwolenikami usunięcia pomnikow: że założenia moich badań są odrzucone przez nich jako PRL-owska propaganda (załozenia - nie tezy!). To, że Armia Radziecka ma na tutejszych Ziemiach Zachodnich bardziej ambiwalentną rolę niż w centralnej Polsce - nie tylko rolę okupanta, ale i prekursorem i gwarentem polskości - według Pani K. falszywe opowiadanie o wyzwoleniu, które ma zaciemniać najazd Związku Radzieckiego 17 września 1939r i niewolę polskiego Panstwa po 1944r.
- Czy to znaczy też pożegnanie z mitem o powrocie na staropiastowską ziemię? pytam.
- Granie na piastowskiej tradycji  jest częścia tej propagandowej narracji, żeby Polakom sprzedać układ Stalina i utratę wschodnich ziem. Piastowska historia istnieje, ale powoływanie się na nią w takim stopniu, to manipulacja. mówi K.

Argumenty sa zrozumiałe i spójne, z jej perspektywy. Jest to narracja z perspektywy narodowej współnoty, natomiast nie z regionalnej współnoty. Jest to właściwie antyregionalna narracja, jak to innaczej opisac? Pamięć odrywana od miejsca od przestrzeni.

Inna rzecz, że mamy całkiem odmienne wyobrażenia o tym, co to jest pomnik. Pani K., tak samo jak pracownik z IPN lub i inne osoby z prawicy, z którymi rozmawiałam, mówią wciąż o tym, że pomnik "czci" komuś lub czemuś. Musi mieć więc jednoznaczne przesłanie. Natomiast ja, porzadny kulturoznawca, założyłam: że pomniki nie na zawsze są wyryte symbole, ale żywe procesy, że ludzie w ich otoczeniu mogą ich redefiniować i oswajać. Że pomnik może zmieniać swoją funkcję, że może być nadpisywana pierwotna misja (n.p. z pomocą nowej tablicy lub zdjęciem elemtów), lub po prostu stać się dokumentem historii przezto że ludzie z biegiem czasu odbierają go innaczej.
To spojrzenie Pani K. odrzuca. Zmieniać przeznaczenie pomnika - "to falszywe" powtarza. Jak źle urodzony to musi zniknąć wraz z cokołem, tak samo jest polityka IPN. Ambiwalencji nie są dopuszczalne, zdaje się.

Z innej beczki, że akcje w celu zakwestionowania pomników wdzięczności (oblanie farbą itp.) często skończyli się w sądzie, oskarzenie: dewastacja? (K. opowiada o takim procesie w Stargardzie, gdzie była świadkiem rozprawy.)  Redefiniowanie pomników ma swoje granicy prawne i najczęściej przeciwnicy radzieckich pomników odczuwali to na własnej skórze.

Najbardziej jednak zaskakuje mi koniec naszej rozmowy:
- Czy nie będzie brakowało w Szczecinie w przyszlości pomnik odnoszący się do roku 1945, do godziny zera, kiedy niemieckie miasto stało sie polskim miastem wraz z wymiana ludności? -
K: - Co z tego? Walk w samym Szczecinie nie były. Więc po co czcić tu rok 1945r.? Niemcy były, przedtym Szwedy - im też nie postawili pomnik. Ten moment już nie jest nadzwyczajny dla nas, żeby stawiać pomnik. Czasy sie zmieniają. Szczecin stało się rozwiniętym miastem dopiero w 19 wieku. Już niedługo i będziemy tu tak długo jak Niemcy. -

//

Gdy Szczeciński Pomnik Wdzięczności zniknie, zniknie i scena narodowych działaczy i różnych innych freaków. Krótka kronika tego września.



Stowarzyszenie patriotyczne "Kontra 2000". Akcja z okazji 78. wybuchu II wojny światowej od 1.9. do 17.9. br.


Piotr Moskwa, miejski kaznodzieja z obozu narodowców. Skłócił się z kolegami z ONR, wyjaśniał mi, więc idzie sam do boju.



Zbiórka bezdomnych przyjaciół, nie do końca w tym celu podanym na kartce, ale poważnie. Zresztą najbardziej sympatyczna z tych trzech występów pod pomnikiem.





Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Mitoznawstwo we Warszawie

Piosenki Pobedi zabrzmiały przy rejestracji do konferencji „Uczcijmy pamięć“. Do mapy konferencyjnej załączony czarno-pomarańczowa wstęga Św. Jerzego. Jerzy Tyc, twarz polskiego stowarzyszenia KURSK remontującego radzieckie cmentarze wojenne i pomniki zaprosił do Warszawy, do Centrum Nauki i Kultury przy ambasadzie rosyjskiej. Piosenki podały sound tego spotkania. Największa akcja domagająca się ochrony pomników przed dekomunizacją, z ktorą sią spotkałam do tej pory, była manifestacją w obronie narracji o wielkim zwycięstwie Związku Radzieckiego nad niemieckimi faszystami. Tym później
się zrobiło tym dalej poszło w kierunku panslawizmu. Jerzego Tyca spotkałam tydzień wcześniej przy mojej prezentacji w Ośrodku Badań Naukowych w Olsztynie. Zabrał głos, rzeczowe i zdeterminowane, powołując się na bezprawie dzialań dekomunizacyjnych, wskazując na sprzeczność z umowami międzynarodowymi RP z Federacją Rosyjską. W gronie uczestników zarzucono mu: „Występuje Pan w telewizji w Rosji. Jest Pan…